http://sklep.sphcredo.pl/pl,product,17443109,multimedialny,wykladowca,v,3,0.html

PrawoJazdyKursanta.pl

left - cenny news

Napotkałeś na dobry temat?
Podziel się nim z nami !

redakcja@portalnaukijazdy.pl

Sonda

Czy jesteś za powstaniem fili Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego, w miastach bez praw powiatu?

zobacz wyniki

Newsletter

Zapisz się a będziesz dostawać, co miesiąc biuletyn, w jaki sposób zdobywać nowych uczestników kursów. Będzieszrównież informowany na bieżąco o naszych promocjach i nowościach.

Twoje imię:

Adres e-mail:

Partnerzy serwisu













 

Odpalanie na kable - Czyli, rozruch "na pożyczkę"

Autor: Adminpp / dodano: 16.12.2010 - 09:47

(0)
skomentuj
Odpalanie na kable - Czyli, rozruch "na pożyczkę"

Z różnych sposobów awaryjnego rozruchu „pożyczka prądu” jest najmniej ryzykowna, ale i tak wymaga ostrożności.

Zimą w niskich temperaturach spada sprawność akumulatorów, a alternatory często nie są w stanie sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu auta na energię elektryczną. W czasie mrozów jeździ się z reguły spokojniej niż latem, a przecież im niższe są obroty silnika, tym mniej prądu. Każdy dodatkowy włączony odbiornik pogarsza tylko sytuację, ale jak zimą nie korzystać z ogrzewania tylnej szyby czy dmuchawy nawiewu?


Trudno się więc dziwić, że czasem może zabraknąć prądu na poranny rozruch. Co należy zrobić w takiej sytuacji? Na pewno zapomnieć o metodzie „na pych” – nowe auta znoszą ją bardzo źle. Dużo bezpieczniej jest „pożyczyć prądu” z drugiego pojazdu.

 
Trzeba jednak zrobić to ostrożnie, bo można sporo zepsuć! Należy zachować właściwą kolejność podłączania przewodów i uważać, żeby nie doszło do zwarcia. Poważnymi usterkami grozi też pomylenie „plusa” z „minusem” lub dopuszczenie do tego, by w czasie rozruchu samochody stykały się z sobą. Przed próbą rozruchu należy się też upewnić, że kable nie wkręcą się np. w wentylator. 

Rozruch „na kablach” – warto zapamiętać


W wielu instrukcjach awaryjnego uruchamiania aut znajduje się zalecenie, żeby w momencie podłączania przewodów  silnik w samochodzie „dawcy” był wyłączony. Jest to rzeczywiście bezpieczniejsze dla jego instalacji elektrycznej, ale w niektórych sytuacjach grozi tym, że oba pojazdy zostaną unieruchomione. Jeżeli w aucie „biorcy” brakuje prądu np. z powodu zwarcia płyt akumulatora, to podłączona do niego całkiem sprawna bateria może rozładować się, zanim kierowca zdąży uruchomić silnik. Częstym błędem jest też łączenie przewodów bezpośrednio do akumulatora „biorcy”. W czasie szybkiego ładowania bateria ta intensywnie „gazuje”. Ulatniający się z niej wodór w połączeniu z powietrzem tworzy mieszaninę wybuchową. Wystarczy iskra, żeby wywołać eksplozję – a o to przy łączeniu przewodów naprawdę nietrudno. Takie przypadki nie zdarzają się często, jednak ryzyko jest znaczne!
 
Jak wybrać dobre przewody?


Przewody rozruchowe to coś, czego nie powinno zabraknąć w żadnym bagażniku. Do rozruchu małolitrażowego benzyniaka można użyć nawet tanich kabli z hipermarketu. Do uruchomienia diesla potrzebne będą jednak solidniejsze przewody. Parametry podawane na ich opakowaniach nie mają znaczenia – najlepiej wybrać takie, które zrobiono z możliwie grubego kabla miedzianego (liczy się grubość rdzenia, nie izolacji!), z solidnymi „krokodylkami”. Im dłuższe kable, tym ważniejsza jest ich grubość!


WAŻNA RADA


Jeżeli wiesz, że w twoim aucie rozładował się akumulator, nie zwlekaj z awaryjnym uruchomieniem silnika lub z doładowaniem baterii. Akumulator rozładowany  „do zera” zwykle nadaje się tylko do wyrzucenia. Jeśli nawet uda się go doraźnie „zreanimować”, to 
i tak ucierpi na tym jego trwałość oraz parametry robocze. Im niższa temperatura, tym większe ryzyko, bo w rozładowanej baterii elektrolit może zamarznąć!

Źródło: Auto świat

http://sklep.sphcredo.pl/

Komentarze

Brak komentarzy


Dodaj komentarz

kodprzeładuj obrazek

PortalNaukiJazdy.pl zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia komentarza zawierającego treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie lub w inny sposób rażąco naruszające zasady współżycia społecznego. Jednocześnie przypominamy, że osoba zamieszczająca taki komentarz może ponieść za jej treść odpowiedzialność karną i cywilną.