Zielona strzałka, to nie zielone światło!
Autor: Adminpp / dodano: 28.04.2010 - 12:17

Dla większości kierowców zielona strzałka na sygnalizatorze przy skrzyżowaniu jest tożsama z zielonym światłem. Wjeżdżają zatem na skrzyżowanie bez większej refleksji, często z dużą prędkością i do tego nie upewniając się, czy z lewej strony nie nadjeżdża inny pojazd. To oczywiście skrajne przypadki, ale wjazd na skrzyżowanie bez zatrzymania się przed zieloną strzałką, jest zjawiskiem dość powszechnym.
Są wyjątki.
Załóżmy taką sytuację: Jestem świeżym kierowcą, od niedawna mam prawo jazdy i własny samochód, jadę grzecznie przez miasto, z mną inne pojazdy – normalna sytuacja. Po pewnym czasie dojeżdżam do skrzyżowania, widzę zieloną strzałkę, więc zgodnie z przepisami zatrzymuję swoje auto po to, by upewnić się, że mój wjazd na skrzyżowanie nie będzie kolidować z ruchem innych pojazdów. W tym momencie w tył mojego nowiutkiego auta uderza doświadczony kierowca, który ma pretensje, że się zatrzymałem. Rozzłoszczony kierowca ma powody do niezadowolenia, wszak tak jak on jeździ większość, prawie wszyscy kierowcy, nikt nigdy tu się nie zatrzymuje. Kierowca pyta po co się zatrzymałem skoro miałem zielone światło. Wyjaśniam mu – Nie wierzy...
Kto tak jeździ?
Przed zieloną strzałką zatrzymują się nieliczni, wśród nich da się wydzielić trzy grupy:
Wszystkie pojazdy oznaczone „elką”, każda szkoła jazdy uczy swoich kursantów zatrzymywania się przed sygnalizatorem z zielona strzałka skierowana w prawo. Dotyczy to oczywiście również pojazdów na których odbywają się egzaminy państwowe.
Początkujący kierowcy, którzy we krwi nadal mają nawyki wyuczone podczas kursu na prawo jazdy. Większości po pewnym czasie przechodzi to.
Kierowcy, którzy zawsze stosują się do obowiązujących przepisów ruchu drogowego – bardzo nieliczna grupa.
Kto tak nie jeździ?
Prawie wszyscy, niezależnie od płci, wieku, zawodu, stażu za kierownicą. W takich sytuacjach zobaczyć możemy policyjne radiowozy, WORD-owskie pojazdy (z egzaminatorami za kierownicą), małe i duże samochody, motocykle itp.
Pomysł na rozwiązanie problemu jest jeden – karanie mandatami. Wydaje się jednak, że nie jest zbyt skuteczny.
Przemysław Pogorzelski
Komentarze
Brak komentarzy