Kwestia odpowiedzialności instruktora w Sądzie Najwyższym

Autor: Adminpp / dodano: 13.04.2011 - 14:15

(0)
skomentuj
Kwestia odpowiedzialności instruktora w Sądzie Najwyższym

Nie znika z mediów sprawa wypadku z udziałem auta nauki jazdy, który wydarzył się w listopadzie 2007 roku w okolicach Radzynia Podlaskiego. W wypadku tym zginęły dwie osoby. Sprawa była rozpatrywana już w sądach dwóch instancji, lubelska prokuratura postanowiła jednak skierować sprawę do Sądu Najwyższego z wnioskiem o kasację i skierowaniem sprawy do ponownego rozpatrzenia. Sąd jednak nie zdecydował się na taki krok i utrzymał zasądzone wyroki. Jest to zatem definitywny koniec tej sprawy i nie należy się spodziewać dalszych działań sądowniczych w tym zakresie.

Chcielibyśmy przypomnieć przy tej okazji wypowiedź Egzaminatora nadzorującego warszawskiego WORD, byłego instruktora nauki jazdy Tomasza Matuszewskiego, która została wygłoszona w Białymstoku podczas konferencji przed imprezą Instruktor Roku 2010. Wypowiedź ta ukazała się w Strefie Jazdy nr 4 (14) / 2010 s. 8-9.

 

Kto odpowiada: instruktor czy kursantka?



Ten rok dla instruktorów nauki jazdy jest bardzo szczególny, a wszystko przez wyrok, jaki ogłosił Sąd Okręgowy w Lublinie w głośnej sprawie – wypadku z dwiema śmiertelnymi ofiarami, który spowodowała w 2007 r. kursantka nauki jazdy. Wydarzenie to każe na nowo przemyśleć zakres odpowiedzialności instruktora na poszczególnych etapach procesu szkolenia.

Dwanaście lat temu, kiedy wchodziła w życie obecna ustawa Prawo o ruchu drogowym i jej art. 87 definiujący kierującego, a także osobę uczącą się jeździć, wydawało się, że problem odpowiedzialności został dość czytelnie zdefiniowany. Sąd Rejonowy w Radzyniu Podlaskim w swoim wyroku z grudnia 2009 r. rozłożył ciężar odpowiedzialności na kursantkę i instruktora.
Wydawało się, że sprawa jest przejrzysta. Jednak wyrok Sądu Okręgowego w Lublinie ustawił odpowiedzialność zupełnie inaczej – uznał winę tylko instruktora, a kursantkę całkowicie uniewinnił. Sąd stwierdził, że nie można jej przypisać winy za spowodowanie wypadku. Natomiast wobec instruktora utrzymał wyrok więzienia i 3-letni zakaz wykonywania zawodu, a oddalił trzyletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz – co też jest ważne – uchylił umyślność czynu na nieumyślność.

Instruktor – nauczyciel I ekspert

Sąd uzasadniając wyrok stwierdził: „Każda osoba zgłaszająca się do szkoły jazdy, a więc podmiotu zawodowo zajmującego się uczeniem jeżdżenia samochodem, ma pełne prawo przypuszczać, osoby będące instruktorami nauki jazdy to profesjonaliści, kierowcy o dużym doświadczeniu, odpowiednio przygotowani do wykonywania swojego zawodu. Przygotowani więc tak, aby nie narażać osoby uczącej się jeździć i innych uczestników ruchu na niebezpieczeństwo w związku z uczestnictwem w nim kursanta, tj. osoby dopiero uczącej się jeździć”. Problem odpowiedzialności był już wielokrotnie podejmowany. W 1968 roku po raz pierwszy na ten temat wypowiedział
się Sąd Najwyższy, uznając odpowiedzialność instruktora za to, co się dzieje na drodze wskutek działania osoby uczącej się. Trudno dyskutować o odpowiedzialności, jeżeli się na początku nie powie, że instruktor, to nauczyciel, który powinien być ekspertem w zakresie teorii i praktyki, jak i człowiekiem wysokiej kultury, który umie troszczyć się o powierzonego sobie na czas prowadzenia zajęć kursanta. Z tych przesłanek płynie odpowiedzialność. Analizując prawo i sferę etyki można wyodrębnić cztery formy odpowiedzialności instruktora: cywilną, karną, administracyjną i moralną. Instruktor wtedy odpowiada karnie za popełnienie przestępstwa lub wykroczenia związanego z ruchem pojazdu, o ile dopuszcza się czynu, który jest zabroniony i o ile za ten czyn można przypisać mu winę. Wina może być umyślna lub nieumyślna. Czyn może być czynem działania lub zaniechania - prawo stawia na równi te obie kwestie. Intuicyjnie czujemy, że w przypadku instruktorów o wiele częściej będzie występowała odpowiedzialność związana z zaniechaniem jakiegoś działania (taką też orzekł sąd).

Razem za kierownicą

Współprowadzenie pojazdu to posiadanie możliwości bezpośredniego wpływania na ruch pojazdu za pomocą różnego rodzaju urządzeń, w które pojazd jest wyposażony. Nigdzie nie jest napisane, że współkierowanie występuje wtedy, gdy mamy możliwość operowania wszystkimi układami pojazdu: kierowniczym, hamulcowym i przeniesienia napędu. Wystarczy, że mamy możliwość operowania jednym z tych układów, już wtedy wchodzimy w zakres znaczenia quasi – kierującego. Prowadzącym pojazd mechaniczny jest ten, kto bezpośrednio włada mocą silnika oraz nadaje pojazdowi ruch i kierunek. Przy czym nie zawsze musi to być czynność jednoosobowa. Można zatem postawić tezę, że podczas procesu szkolenia w pojeździe znajduje się dwóch współkierujących. Jeden z nich - kursant ma do bezpośredniej dyspozycji wszystkie niezbędne urządzenia do sterowania pojazdem, ale nie ma wiedzy, umiejętności i doświadczenia w kierowaniu pojazdem. Drugi - instruktor, ma odpowiednią wiedzę, umiejętności, doświadczenie, uprawnienia, ale z kolei ma ograniczone możliwości wpływania na ruch pojazdu za pomocą urządzeń. Ustalenie zakresu odpowiedzialności w razie zaistnienia wypadku jest w każdym przypadku zagadnieniem wymagającym indywidualnego podejścia. Nieprawdziwa jest teza, jaką po wyroku z 11 maja 2010 r. wysnuły media, że odtąd za każdy wypadek z udziałem nauki jazdy odpowiadał będzie instruktor. Sąd w swoim uzasadnieniu na nic takiego nie wskazuje. Każdy przypadek musi być potraktowany osobno z uwzględnieniem wielu czynników, jakie miały wpływ na zdarzenie. Zawsze jednak zachowanie instruktora będzie przedmiotem surowszej oceny niż zachowanie kursanta. Wynika to z faktu, że do obowiązków instruktora należy nadzór.

Błąd w dokumentach

Bardzo istotnym elementem w ocenie stopnia odpowiedzialności będzie zakres zrealizowanego szkolenia. Dzisiejsza karta zajęć nie pozwala instruktorowi na taką dokumentację procesu szkolenia, z której jasno by wynikało, co dana osoba powinna już robić na przykład na 16 godzinie jazdy. W omawianym wypadku sytuacja kontekstowa była następująca: kursantka była po kursie podstawowym, miała podpisane zaświadczenie, znała zasady egzaminu i była do niego przygotowana – to na karcie zajęć zostało podpisane przez instruktora. Kierownik wydał zaświadczenie, że ta osoba poddała się egzaminowi – teoretyczny zdała, nie zaliczyła na placu. Co to znaczy nie zdać egzaminu? To znaczy, że państwowy egzaminator stwierdził, że ta pani nie ma kwalifikacji do tego, by być kierowcą. Potem pani przyszła na szkolenie uzupełniające. Pierwszy błąd, jaki został popełniony, to błąd dokumentacyjny. Potraktujmy tę sytuację jako nauczkę. Jeżeli prawo nie do końca coś przewiduje, to warto czasami we własnym interesie to prawo poprawić. Ponieważ fakt, iż w tym przypadku szkolenie uzupełniające nie było na bieżąco umentowane, spowodował pewną niewiedzę drugiego instruktora, co dana osoba potrafi. Okazało się, że kursantka była szkolona latem i jesienią, a do wypadku doszło 25 listopada, kiedy na drodze leżał śnieg, a w samochodzie jeszcze nie zmieniono opon na zimowe. Dla tej osoby była to 33 godzina za kierownicą, ale pierwsza jazda w warunkach dla niej trudnych i zupełnie nieznanych. Instruktor wcześniej nie przeprowadził z nią wywiadu, nie wiedział w jakich warunkach ta pani jeździła. Jechał z nią drogą jedno jezdniową poza obszarem zabudowanym z prędkością 64 km/h, czyli o 26 wolniej niż prędkość dopuszczalna, ale – i tu poważny błąd instruktora – o 34 km/h szybciej niż oceniona przez biegłych bezpieczna prędkość dla panujących wówczas warunków atmosferycznych. To bardzo duża różnica, o czym doskonale wiedzą osoby, które uczestniczyły w zajęciach z doskonalenia techniki jazdy.

Zdrowy rozsądek

Bardzo istotna w zakresie odpowiedzialności jest decyzja instruktora o dopuszczeniu kursanta do jazdy w określonych warunkach. Sąd stwierdził: „Błędem instruktora było to, że widząc co się dzieje, powinien zaniechać jazdy, przesiąść się za kierownicę i wrócić samodzielnie do miasta”. To nie były warunki, w których konkretnie ta osoba mogła sobie z taką prędkością poradzić. To jest bardzo istotne w kontekście szkolenia – zwłaszcza kategorii, w których kierowca jest tylko jeden, na motocyklu. Decyzja instruktora musi być także podyktowana tym, jaki manewr będzie realizowany, jaki stopień trudności będzie miał ten manewr.

Tomasz Matuszewski

http://portalnaukijazdy.pl/forum_new/

Komentarze

Brak komentarzy


Dodaj komentarz

kod

PortalNaukiJazdy.pl zastrzega sobie prawo redakcji, skrótów, bądź usunięcia komentarza zawierającego treści zabronione przez prawo, wulgarne, obraźliwie lub w inny sposób rażąco naruszające zasady współżycia społecznego. Jednocześnie przypominamy, że osoba zamieszczająca taki komentarz może ponieść za jej treść odpowiedzialność karną i cywilną.