
Fotoradarowe kłusownictwo? Tak zwykło się nazywać karanie kierowców w określonych kilku gminach, które - według wielu obserwatorów, także posłów - osiąga kuriozum. Biały Bór, Człuchów i Kobylnica - to gminy, gdzie najwięcej budżety samorządów zarabiają na grzywnach dla kierowców, uzyskanych dzięki "fotkom".
- Zagłębie gmin żyjących z fotoradarów powstało między Bydgoszczą, Koszalinem i Słupkiem, czyli na terenie, przez który większość kierowców jeździ na wakacje nad morze. Najwięcej na fotoradarowym biznesie – twierdzą reporteży Programu UWAGA stacji TVN. Jak wyliczyli dziennikarze - gdminy zarabiają rocznie nawet kilka milionów złotych. Okazuje się, że w Białym Borze (trasa w kierunku wybrzeża) dochody z mandatów, które wystawia się na podstawie zdjęć z fotoradaru, to aż 1/3 całego budżetu gminy!
- Urządzenie wykonuje jakieś 40 fotek dziennie. Każda po 300 zł - mówi Emil, który filmuje zamaskowane i niewłaściwie zainstalowane kamery pomiarowe, a którego internauci ochrzcili "polskim Zorrem" - jego "walkę" z tego typu patologiami można śledzić na portaly youtube.com; sprawą żywo zainteresowały się także media elektorniczne w Polsce. Według niego, gminom nie zależy na prewencji. Chodzi wyłącznie o biznes. Trudno się z tym poglądem nie zgodzić.
Z kolei z wyliczeń dotyczących Kobylnicy wynika, że wpływy z mandatów wyniosą w tym roku nawet 8 milionów złotych. Wójt gminy stanowczo odpiera jednak zarzuty o nadużycia w tej materii. Zapewnia, że chodzi o bezpieczeństwo. – Gdyby kierowcy nie dawali nam szansy, nie wpisywalibyśmy tej kwoty do budżetu – twierdzi wójt. - Czy to naganne, że dbam o budżet gminny?
W pobliskim Białym Borze, by dostać mandat, wystarczy przekroczyć prędkość 50 km/h. – Chcemy czuć się w naszej gminie bezpiecznie, przejść spokojnie na drugą stronę ulicy – argumentuje Bożena Pankiewicz-Ginda, zastępca burmistrza Białego Boru. Dopytywana, czy nie lepiej ustawić przy przejściu dla pieszych sygnalizację świetlną, stwierdza: - Większą profilaktyką są fotoradary. Sprawą zajęła się stacja TVN.
- To kłusownictwo fotoradarowe. Nie może być tak, że w ten sposób robi się biznes – oburza się poseł SLD Marek Wikiński.
Pieniądze z policyjnych mandatów idą do Skarbu Państwa, a te wlepione przez straż miejską zasilają kasę gminy. A ponieważ fotoradary to drogie urządzenia, gminy często dzierżawią jej od prywatnych firm, które także zarabiają na fotoradarowym biznesie – średnio 50 zł plus VAT od zdjęcia - donoszą dziennikarze TVN.
Uprawnienia strażników miejskich do korzystania z fotoradarów ogranicza znowelizowane prawo o ruchu drogowym, które zacznie obowiązywać od 2011 r. Część ich uprawnień ma przejąć Inspekcja Transportu Drogowego. Z dróg mają znikną wszystkie atrapy, nie będzie też można umieszczać instalacji bez urządzeń rejestrujących prędkość.
Fotoradary będą musiały być w umieszczone w widocznym miejscu i odpowiednio oznakowane, by spełniać funkcje prewencyjną, a nie tylko karać kierowców przekraczając prędkość.
I jak tutaj zarządzać gminą po wyborach, z budżetem szczuplejszym o kilka milionów złotych?
/LS/












Magazyn Motoryzacyjny dla Ośrodków Szkoleniowych. Merytoryczne wsparcie dla jednostki szkoleniowej, omówienie najważniejszych zmian legislacyjnych w branży.


Komentarze
Brak komentarzy