
Większość z nas zdjęcia lubi, amatorów kinematografii jest jeszcze więcej i bardzo dobrze – wszak to kultura. I o kulturze właśnie mowa, tej na drodze... Fotoradary i wideorejestratory towarzyszą nam na drogach od dawna i już na stałe wpisały się do słownika każdego kierowcy, a zdjęcia i filmy kierowcom już dawno zbrzydły.
Fotoradary stawiane są zazwyczaj w dość „strategicznych” miejscach – w terenie zabudowanym, w pobliżu szkół, sklepów, na zakrętach, przy wjeździe i wyjeździe z terenu, gdzie obowiązuje ograniczenie prędkości. Wideorejestratorów możemy za to spodziewać się wszędzie. Niejeden kierowca, gdy spostrzeże w lusterku przysłowiową „czarną vectrę”, puszcza pedał gazu. W tych dwóch przypadkach mogą także puścić nerwy. Miejsca kontroli prędkości są bowiem często zupełnie nieprzemyślane, a na niektórych drogach dosłownie roi się od fotoradarów i ich atrap.
Wiadomo, na teranie zabudowanym kierowca winien jechać wolniej niż poza nim, powinien także zwiększyć uwagę. W dyscyplinowaniu kierowców z pewnością pomagają fotoradary. Szkoda tylko, że w Polsce tak mało jest tras, które omijają tereny zabudowane i można na nich jechać nieco szybciej, bez ciągłego hamowania.
Pozostaje mieć nadzieję, że w niedalekiej przyszłości (Euro 2012) długość autostrad w Polsce drastycznie się zwiększy, a kierowcy „oszaleją” ze szczęścia. Muszą jednak pamiętać o tym, że na autostradach także zdarzają się wypadki, więc „szaleństwo” najlepiej zostawić w garażu.
Przemysław Pogorzelski












Magazyn Motoryzacyjny dla Ośrodków Szkoleniowych. Merytoryczne wsparcie dla jednostki szkoleniowej, omówienie najważniejszych zmian legislacyjnych w branży.


Komentarze
Brak komentarzy